Więźniowie z okupowanej Europy walczyli w ringu na śmierć i życie

utworzone przez | Wrz 25, 2020 | Boks, Ciekawostki | 0 komentarzy

Więźniowie z okupowanej Europy walczyli w ringu na śmierć i życie. Esesmani uwielbiali tę „rozrywkę” i zakładali się, kto wygra. A dla walczących była to okazja, żeby zdobyć jedzenie i przetrwać.

Nigdy nie nokautowałem Niemców w ringu. Masakrowałem ich przez całe trzy rundy”. Na wspomnienie wydarzeń sprzed 70 lat Jerzy Junosza Kowalewski wciąż instynktownie zaciska pięści. Ten 90-letni warszawiak nadal może zaimponować fizyczną sprawnością. „Jeszcze w ubiegłym roku grałem w tenisa. Zawsze miałem potężnego kopa w prawej łapie” – uśmiecha się.

Kowalewski to ostatni z Polaków, którzy brali udział w walkach bokserskich w obozach śmierci. Wielu takich jak on, chłopców z dobrych rodzin, nauczonych sportowej rywalizacji, w wieku zaledwie 20 lat musiało stanąć na obozowym ringu naprzeciw niemieckich kryminalistów: bandytów i morderców. Walczyli tam nie tylko o godność i honor – walczyli o życie.

Z ringu do piekła

Rok 1937. Feliks Stamm i trenowana przez niego ekipa bokserów warszawskiej Legii zdobywają mistrzostwo Warszawy. Wyróżniającym się zawodnikiem jest 20-letni Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski. Dwa lata wcześniej chłopak wywołuje sensację, wygrywając z bardziej doświadczonym i starszym Antkiem Czortkiem z klubu „Okęcie” – mistrzem Polski i członkiem kadry na igrzyska w Berlinie.

Pietrzykowski jest szybki i ma silny cios, jednak nie trzyma równej formy. Na mistrzostwach Polski przegrywa: z Michałem Janowczykiem z poznańskiego „Sokoła” i Zygmuntem Małeckim z warszawskiej „Polonii”. W Gimnazjum Męskim „Przyszłość” przy ul. Śniadeckich w Warszawie „Teddy” robi pokazówkę, sparing z młodszym o 6 lat Jerzym Junoszą Kowalewskim, który dopiero stawia pierwsze kroki w boksie
W tym samym roku w greckich Salonikach rówieśnik Kowalewskiego, 14-letni Żyd Salamo Arouch sprawia sensację, wygrywając swoją pierwszą walkę przez nokaut techniczny. Dwa lata później będzie już mistrzem Bałkanów.

W roku 1943 Czortek z „Okęcia” i Małecki z „Polonii” spotykają się z Arouchem w obozie koncentracyjnym. Zanim do niego trafią, bokserskim mistrzem Auschwitz jest już Pietrzykowski, zesłany tam trzy lata wcześniej. W Boże Narodzenie 1942 roku w liście do matki „Teddy” pisze: „Jestem dziś mistrzem wszech wag KL Auschwitz po zwycięstwach nad Janowczykiem, Dexponko itd. Tak, Mateńko, dostałem za to 10 bochenków chleba i 10 kostek margaryny – rozdałem na gwiazdkę biednym, niech i oni mają. Widzisz przydał mi się boks – prawda – widzisz i pamiętasz, co ci wszyscy mówili – Sylwina, co będzie z niego? On sobie w życiu nie da rady (…). Dam sobie radę i w piekle przy Bozi pomocy, a oni jak wychowali swoje dzieci, co? Na muchy – aż strach patrzeć, jak giną biedaki”.

W tym czasie 19-letni Jerzy Kowalewski zaczyna przygotowania do walk bokserskich w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen.
Więźniowie z okupowanej Europy walczyli w ringu na śmierć i życie. Esesmani uwielbiali tę „rozrywkę” i zakładali się, kto wygra. A dla walczących była to okazja, żeby zdobyć jedzenie i przetrwać.
Teddy” trafia do Auschwitz w pierwszym transporcie w czerwcu 1940 r., złapany na nielegalnym przekraczaniu granicy. Od tej pory jest numerem 77. Obozem zarządza załoga SS, ale bezpośrednio władzę sprawuje 30 „funkcyjnych” – niemieckich kryminalistów, przywiezionych z KL Sachsenhausen. Ich zadaniem jest fizyczne i psychiczne złamanie więźniów w czasie tzw. kwarantanny. Karne ćwiczenia, bicie i brak jedzenia mają pozbawić Polaków woli oporu. Szansę na uniknięcie kwarantanny mają tylko więźniowie posiadający jakiś fach – kowale, malarze, stolarze. „Teddy” nie umie niczego poza boksem, więc wie, że jego dni są policzone.

Tadeusz Pietrzykowski stał się pierwowzorem bohatera powieści Józefa Hena „Bokser i śmierć”, opowiadającej o losach boksera-więźnia. W 1962 roku nakręcono na jej podstawie także film fabularny pod tym samym tytułem.

Po pół roku morderczej pracy przy 170 cm wzrostu waży już tylko czterdzieści kilka kilogramów. W marcową niedzielę 1941 r. wycieńczony siedzi na stosie cegieł z kolegami, czekając, aż ich ubrania zostaną odwszone. Nagle od strony budynku obozowej kuchni, znajdującej się tuż obok bramy z napisem „Arbeit macht Frei”, zaczynają dobiegać podniecone głosy: „Bij!”, „Zabij!”. Po chwili jeden z kolegów przynosi informację: „Słuchajcie, niemieccy kapowie boksują się, podobno ktoś z was potrafi?”. Jeden z więźniów wskazuje na Pietrzykowskiego. „Teddy” występuje przed szereg.
Po latach tak wspominał tę chwilę: „Towarzyszyła mi jedna natrętna myśl – za walkę dają chleb. Byłem głodny. Głodni byli moi koledzy. Walka dawała szansę zdobycia w obozowej społeczności jakiejś pozycji. Jako niefachowiec nie miałem innych szans.
„Bij Niemca!”

W rogu obozowej kuchni więźniowie tworzą „żywy” ring. „Teddy” dostaje zimowe rękawice robocze, tzw. łapawice. Widzi przeciwnika. Jest nim niemiecki kapo Walter Dünning, wcześniej zawodowy bokser wagi średniej. Doskonale umięśniony i odżywiony, waży ponad 20 kg więcej niż Pietrzykowski. Dünning nosi czarny trójkąt, nie był więc typowym kryminalistą (ci noszą zielone), ale tzw. elementem aspołecznym. W obozie jest znany z tego, że traktuje innych więźniów jak przymusowych sparingpartnerów, bijąc do nieprzytomności i łamiąc im szczęki. Nie sprawia mu to jednak sportowej satysfakcji – cały czas poszukuje boksera, który mógłby mu dorównać.

Najstarszy rangą więzień wychodzi na środek, by sędziować: „Ring Frei. Kampf!”. Dünning nonszalancko rusza na Pietrzykowskiego, z na wpół opuszczonymi rękami. Błąd. Trzy lewe proste „Teddy’ego” trafiają. Ciosy są słabe, ale Niemiec nie potrafi się przed nimi obronić. Atakuje i wtedy otrzymuje prosto w szczękę kontrę z prawej. Lekko zamroczony staje i ze zdziwieniem patrzy na Polaka. Po chwili rusza znów do ataku, ale wszystkie jego ciosy trafiają w powietrze lub są zbijane. Kończy się pierwsza runda. Niemiec został trafiony cztery razy, „Teddy” – ani razu.

W czasie przerwy Pietrzykowski dostrzega u niemieckich kryminalistów coś w rodzaju szacunku. Koledzy „Teddy’ego” dają się ponieść emocjom. „Bij Niemca!” – krzyczą coraz głośniej, nie zważając, że niektórzy kapo znają polski. Pietrzykowski ucisza ich, wiedząc, że za chwilę walka może zostać przerwana, a więźniowie mogą słono zapłacić za swoje słowa.

W drugiej rundzie Dünning agresywnie rusza do przodu. „Teddy” używa wszystkich swoich umiejętności, by uniknąć potężnych ciosów. Rotacyjne uniki, których uczył go w Legii Feliks Stamm, okazują się skuteczne w walce z wolniejszym Niemcem. Po jednym z takich manewrów Pietrzykowski znów wyprowadza kilka lewych prostych, potem prawy prosty i lewy sierpowy. Pod nosem Dünninga pojawia się krew. Kapo staje w ringu, czeka też „Teddy”. Jednak polscy więźniowie krzyczą bez opamiętania: „Bij go, bij Szwaba!”. Tego już Niemcom za wiele. Z wściekłością rzucają się na Polaków, bijąc ich i kopiąc.

Najstarszy rangą więzień wychodzi na środek, by sędziować: „Ring Frei. Kampf!”. Dünning nonszalancko rusza na Pietrzykowskiego, z na wpół opuszczonymi rękami. Błąd. Trzy lewe proste „Teddy’ego” trafiają. Ciosy są słabe, ale Niemiec nie potrafi się przed nimi obronić. Atakuje i wtedy otrzymuje prosto w szczękę kontrę z prawej. Lekko zamroczony staje i ze zdziwieniem patrzy na Polaka. Po chwili rusza znów do ataku, ale wszystkie jego ciosy trafiają w powietrze lub są zbijane. Kończy się pierwsza runda. Niemiec został trafiony cztery razy, „Teddy” – ani razu.

W czasie przerwy Pietrzykowski dostrzega u niemieckich kryminalistów coś w rodzaju szacunku. Koledzy „Teddy’ego” dają się ponieść emocjom. „Bij Niemca!” – krzyczą coraz głośniej, nie zważając, że niektórzy kapo znają polski. Pietrzykowski ucisza ich, wiedząc, że za chwilę walka może zostać przerwana, a więźniowie mogą słono zapłacić za swoje słowa.

W drugiej rundzie Dünning agresywnie rusza do przodu. „Teddy” używa wszystkich swoich umiejętności, by uniknąć potężnych ciosów. Rotacyjne uniki, których uczył go w Legii Feliks Stamm, okazują się skuteczne w walce z wolniejszym Niemcem. Po jednym z takich manewrów Pietrzykowski znów wyprowadza kilka lewych prostych, potem prawy prosty i lewy sierpowy. Pod nosem Dünninga pojawia się krew. Kapo staje w ringu, czeka też „Teddy”. Jednak polscy więźniowie krzyczą bez opamiętania: „Bij go, bij Szwaba!”. Tego już Niemcom za wiele. Z wściekłością rzucają się na Polaków, bijąc ich i kopiąc.

„Ja w tym czasie z obawą czekałem, co będzie ze mną – wspominał potem Pietrzykowski. – Po chwili podszedł do mnie Walter, rzucił rękawice i podał mi rękę mówiąc: »Gut Junge! Sehr gut! Komm mit!« (Dobrze młodzieńcze! Bardzo dobrze! Chodź ze mną!)”.

Dünning prowadzi „Teddy’ego” do bloku nr 24, gdzie mieszkają kapo. Bandyci, którzy na co dzień biją i mordują słabszych więźniów, czują jednak respekt wobec umiejętności Polaka.
Dla Pietrzykowskiego stają się niemal mili. „Teddy” dostaje pół bochenka chleba i kawałek mięsa. Może też wybrać sobie lżejszą pracę. Bez namysłu wymienia komando Tierpfleger, zajmujące się doglądaniem krów. Wie, że dzięki temu będzie miał stały dostęp do mleka i mięsa, które pomogą mu nabrać sił i wrócić do przedwojennej formy. Będzie też dysponował większą ilością czasu na treningi.

Jednak kapo mają w tym swój interes. Zawody bokserskie są doskonałą okazją do hazardu. W obstawianie zakładów zostają wkrótce wciągnięci esesmani z załogi, dla których coniedzielne walki stają się urozmaiceniem koszarowego życia. Kiedy jest zimno, zawody odbywają się w łaźni obok bloku nr 2. W cieplejsze dni bokserzy występują na ringu na wewnętrznym dziedzińcu kuchni. Początkowo Pietrzykowski walczy tylko z innymi więźniami – Polakami. Do Auschwitz trafił też jego rywal sprzed 5 lat Michał Janowczyk z Poznania. Jednak tym razem wygrywa „Teddy”, starając się jednak oszczędzać przeciwnika. „Nie chciałem, by Niemcy mieli satysfakcję z tej bratobójczej walki” – wyzna po latach.

Jednak kapo mają w tym swój interes. Zawody bokserskie są doskonałą okazją do hazardu. W obstawianie zakładów zostają wkrótce wciągnięci esesmani z załogi, dla których coniedzielne walki stają się urozmaiceniem koszarowego życia. Kiedy jest zimno, zawody odbywają się w łaźni obok bloku nr 2. W cieplejsze dni bokserzy występują na ringu na wewnętrznym dziedzińcu kuchni. Początkowo Pietrzykowski walczy tylko z innymi więźniami – Polakami. Do Auschwitz trafił też jego rywal sprzed 5 lat Michał Janowczyk z Poznania. Jednak tym razem wygrywa „Teddy”, starając się jednak oszczędzać przeciwnika. „Nie chciałem, by Niemcy mieli satysfakcję z tej bratobójczej walki” – wyzna po latach.

Dzięki dostępowi do żywności i regularnym treningom Pietrzykowski odzyskuje formę. W 1942 r. waży już 66 kg i jest gotów do walki nawet z zawodnikami wagi ciężkiej. Takie starcia budzą największe emocje, a o ich wynik robione są największe zakłady. Wśród polskich więźniów Auschwitz bokserów tej wagi nie ma, „Teddy” walczy więc z Niemcami. Jednego z nich, znanego z sadyzmu kapo rzeźni, wręcz masakruje w ringu. „Krew z rozbitego nosa, warg i rozciętych brwi zalewała tułów kapo i matę ringu, a walka wciąż trwała” – wspominał świadek tego pojedynku Andrzej Rablin.

Pokonuje też utytułowanych niemieckich zawodników: byłego wicemistrza Europy Wilhelma Maiera i eksmistrza Niemiec Harry’ego Steina. Coraz częściej przeciwnikami Pietrzykowskiego są trafiający do obozu bokserzy pochodzenia żydowskiego.

Jednak kapo mają w tym swój interes. Zawody bokserskie są doskonałą okazją do hazardu. W obstawianie zakładów zostają wkrótce wciągnięci esesmani z załogi, dla których coniedzielne walki stają się urozmaiceniem koszarowego życia. Kiedy jest zimno, zawody odbywają się w łaźni obok bloku nr 2. W cieplejsze dni bokserzy występują na ringu na wewnętrznym dziedzińcu kuchni. Początkowo Pietrzykowski walczy tylko z innymi więźniami – Polakami. Do Auschwitz trafił też jego rywal sprzed 5 lat Michał Janowczyk z Poznania. Jednak tym razem wygrywa „Teddy”, starając się jednak oszczędzać przeciwnika. „Nie chciałem, by Niemcy mieli satysfakcję z tej bratobójczej walki” – wyzna po latach.

Dzięki dostępowi do żywności i regularnym treningom Pietrzykowski odzyskuje formę. W 1942 r. waży już 66 kg i jest gotów do walki nawet z zawodnikami wagi ciężkiej. Takie starcia budzą największe emocje, a o ich wynik robione są największe zakłady. Wśród polskich więźniów Auschwitz bokserów tej wagi nie ma, „Teddy” walczy więc z Niemcami. Jednego z nich, znanego z sadyzmu kapo rzeźni, wręcz masakruje w ringu. „Krew z rozbitego nosa, warg i rozciętych brwi zalewała tułów kapo i matę ringu, a walka wciąż trwała” – wspominał świadek tego pojedynku Andrzej Rablin.

Pokonuje też utytułowanych niemieckich zawodników: byłego wicemistrza Europy Wilhelma Maiera i eksmistrza Niemiec Harry’ego Steina. Coraz częściej przeciwnikami Pietrzykowskiego są trafiający do obozu bokserzy pochodzenia żydowskiego.

„Teddy” wygrywa wszystkie pojedynki. Dzięki temu, że perfekcyjnie unika ciosów, zyskuje przydomek „Biała Mgła”. Esesmani, którzy postawili na niego 100 marek, mogą zarobić nawet 10-krotność tej kwoty. Pozycja „Teddy’ego” w obozowej hierarchii rośnie. Za wygrane pojedynki dostaje kotły zupy, które zostały z esesmańskiej kuchni. Oddaje je współwięźniom. Pozycja „Teddy’ego” powoduje, że zaczyna odgrywać ważną rolę w konspiracyjnej organizacji, założonej w Auschwitz przez rotmistrza Witolda Pileckiego.

W około 50 stoczonych walkach Pietrzykowski przegra tylko raz: z doświadczonym 35-letnim holenderskim mistrzem wagi średniej Leendertem Josuą Sandersem. Ten bokser pochodzenia żydowskiego trafił do Auschwitz w styczniu 1943 r. Cała jego rodzina została zagazowana. „Lee” ocalał, bo pokonał niezwyciężonego dotąd Pietrzykowskiego. Kiedy w marcu 1943 r. „Teddy” zostanie przeniesiony do innego obozu koncentracyjnego – KL Neuengamme, Sanders zostanie trenerem niemieckich bokserów w Auschwitz.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

zaprojektował godweb.pl

Share This