Shoot i work – co te terminy oznaczają?

Początkujący fani wrestlingu mogą poczuć się nieco zdezorientowani po natrafieniu na właśnie te dwa terminy. Warto więc je bliżej wyjaśnić. „Work” to sytuacja, którą zaplanowano z wyprzedzeniem. Ma ona wydawać się realistyczna, ale taka nie jest. Możemy spotkać się z na przykład takim wyrażeniem „he works the knee”. To oznacza, że podczas walki wrestler symuluje kontuzję kolana. Opiera się bardziej na tym drugim, inaczej i z większym problemem wykonuje ruchy, które go wymagają. Dlatego też czasami padają pytania „is it a work or a shoot”?
 
Pewni wrestlerzy są na tyle dobrymi aktorami, że niektórzy widzowie, nawet dorośli, zaczynają się obawiać, że kontuzja jest realna, a więc „shoot”. Podobnie jest z walkami. Czasami coś wydaje się tak realistyczne, że nawet zatwardziali fani nie są pewni, czy coś się rzeczywiście stało, czy wszystko idzie według planu. Nie jest to obawa zupełnie nieuzasadniona. Zdarzały się już takie przypadki, że wrestlerzy w ringu po prostu zdecydowali się naprawdę zemścić na oponencie, na przykład za karę za nieprawidłowe zachowanie w szatni. Jest to jednak zachowanie, na które patrzy się bardzo negatywnie.
 
Osobom, które pytają czy WWE jest udawane i chciałyby zobaczyć różnicę między shoot a work polecam obejrzenie JBL vs Blue Meanie ze Smackdown (07/07/2005) i Randy Orton vs Brock Lesnar ze SummerSlamu 2016. Obie walki są dostępne na YouTube. Spróbujcie wtedy zgadnąć, które jest które. Bywa też, że obie osoby wcześniej decydują się wspólnie na to, aby uderzać się z pełną siłą i w ten sposób stworzyć lepszy efekt. Często spotyka się to w wrestlingu japońskim lub brytyjskim.
 
Tutaj można ponowić tytułowe pytanie – czy WWE jest udawane lub iść szerzej i zapytać bardziej ogólnie, czy wrestling jest udawany. Jak wy do tego podchodzicie? Ja osobiście wolę słowo „predetermined”, czyli ustalony wcześniej. Do dzisiaj mogłoby się nieprzyjemnie skończyć podejście do profesjonalnego wrestlera i zapytanie go, czy WWE jest udawane czy też generalnie czy wrestling jest udawany. Czy też „fake”, jak to lubią mówić anglojęzyczni sceptycy. Zdecydowanie nie radzę więc tego robić.