Na koncie ma 1093 wygranych pojedynków

utworzone przez | Sie 25, 2020 | Ciekawostki, Zapasy | 0 komentarzy

Zbyszko”, bo tak na niego wszyscy mówili, był gwiazdą XX-lecia międzywojennego. Cyganiewicz rozsławiał Polskę na całym świecie. Wszystko zaczęło się w cyrku Urodził się 1 kwietnia 1881jako Jan Stanisław Cyganiewicz we wsi Jodłowa w Królestwie Galicji i Lodomerii w Austro-Węgrzech . Jego ojciec był góralem i leśniczym spod Limanowej. W wieku przedszkolnym młody Cyganiewicz spędzał dużo czasu w lesie, gdzie uczył się żyć z naturą i ćwiczył kondycję fizyczną Cały wolny czas poświęcał rozwijaniu swoich mięśni. Do tego stosował sprężyny, hantle czy kulolaski. Dużo też biegał, uprawiał gimnastykę, a od wiosny do jesieni pływał. Efektem tego było świetnie wyrzeźbione ciało. Mierzył 175 centymetrów i ważył 110 kilogramów. Można zatem sobie wyobrazić, jak dobrze musiał wyglądać. Cyganiewicz radził sobie też w szkole, zdał maturę. To z jednej ze szkolnych lektur wziął się jego przydomek. “Zbyszko” pochodzi od Zbyszka z Bogdańca, jednego z głównych bohaterów “Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza. Stanisław był zauroczony jego odwagą i siłą. Założył sobie, że będzie taki sam jak on. Koledzy ze wsi wiedzieli, że nie warto z nim zadzierać. Młody “Zbyszko” bez problemów każdego rozkładał na łopatki. Czasami jednak znaleźli się odważni śmiałkowie. Słynna jest historia, gdy pewnego razu otoczyło go czterech chuliganów. Na nastolatku nie zrobiło to wrażenia – wszystkich wyrzucił za wysoki płot. To pokazywało, jak wielka siła drzemie w jego ciele. Kariera zapaśnika zaczęła się jednak od przypadku. Do Stanisławowa przyjechał cyrk, którego jedną z gwiazd był Adolf Specht. Austriak uchodził za niesamowitego siłacza, bo w trakcie pokazów łamał podkowy i rozrywał łańcuchy. Od mieszkańców usłyszał, że w okolicy jest młody mężczyzna o równie dużej sile. Specht uznał, że to bujdy i postanowił publicznie ośmieszyć lokalnego bohatera. Zaprosił Cyganiewicza do cyrku i obiecał mu dziesięć koron, jeżeli wytrzyma z nim dziesięć minut walki. “Zbyszko” osiągnął cel bez najmniejszych problemów. Austriacki siłacz jednak złożył kolejną propozycję. Zaoferował dziesięć koron za wytrzymanie kwadransa w ringu i znowu się przeliczył. Wiedząc, że jego reputacja jest zagrożona, zagrał va banque. Specht dawał tysiąc koron, jeśli młody Polak z nim wygra. Cyganiewicz szybko się z nim rozprawił, a gdy poszedł do dyrektora cyrku po wypłatę, ten wpadł w furię i wygonił nastolatka. Cyganiewicz pieniędzy nie zarobił, ale zyskał sławę, która całkowicie odmieniła jego życie. Chłopiec ze wsi po zdaniu matury wyjechał do Krakowa, gdzie zaczął studiować prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wyższej szkoły nie ukończył, bo trafił pod skrzydła legendy zapasów Władysława “Pytlasa” Pytlasińskiego. To on zrobił z Cyganiewicza zapaśnika z prawdziwego zdarzenia, który niedługo potem siał postrach na całym świecie. Podczas walki prawie zabił człowieka Cyganiewicz ze swoim trenerem ruszyli w tournee po Europie. Początkowo “Zbyszko” walczył w cyrkach, gdzie na jego walki przychodziły tłumy. Nie bez powodu, bo Polak nie patyczkował się z rywalami. Raz niewiele brakowało, a przypadkowo zabiłby człowieka. Dramat rozegrał się w Berlinie, gdzie zmierzył się Omarem de Bouillonem. W 1903 przybył do Paryża, aby wziąć udział w turnieju zapaśniczym o mistrzostwo świata. Jego pierwszym przeciwnikiem był Niemiec Albert Sturm, którego pokonał po 49 minutach. To zwycięstwo przykuło uwagę innego niemieckiego zapaśnika, Georga Strenge’a, który zaczął pomagać Zbyszkowi w treningach. Drugim przeciwnikiem Zbyszka był znany ze swojego olbrzymiego wzrostu Serb Simon Antonicz, którego Zbyszko pokonał dzięki radom byłego impresaria Antonicza, Belga Jeana Dumonta. Walka przeciwko Antoniczowi trwała ogółem 1 godzinę i 27 minut. W swojej autobiografii Na ringach całego świata Zbyszko nazwał to swoim pierwszym i jednym z największych zwycięstw. W ciągu kolejnych 20 dni pokonał kolejnych 13 przeciwników, aż dotarł do finałów. Jego walka przeciwko Duńczykowi Jessowi Pedersenowi trwała półtorej godziny i zakończyła się bez położenia przeciwnika na łopatki. W związku z tym komisja zarządziła walkę na punkty. Pedersen wygrał jednym punktem, a później został zwycięzcą całego turnieju. Walkę o drugie miejsce Zbyszko stoczył przeciwko Raoulowi le Boucherowi. To starcie, również na punkty, wygrał Boucher. Ostatnią walkę, o trzecie miejsce, Zbyszko stoczył przeciwko Omerowi de Bouillon i wygrał. Zdobył brązowy medal ! Dwa lata później potwierdził klasę, gdy stoczył walkę z Iwanem Poddubnym. Ukrainiec był nazywany najsilniejszym człowiekiem na świecie, ale Cyganiewicz z nim zremisował. W 1906 roku spotkali się ponownie, a stawką był złoty medal MŚ i tym razem Polak wygrał. W międzyczasie polski zapaśnik walczył w “wolnej amerykance”, która wiele lat później przekształciła się we wrestling. Także i tam radził sobie rewelacyjnie. Wystarczy przytoczyć opowieść z turnieju w Argentynie. Przez kilka dni nasz wojownik stoczył 119 walk i dotarł do finału, w którym czekał na niego Abe Kaplan. Do zwycięstwa potrzebne było trzykrotne położenie przeciwnika na łopatki. Polak jednak wygrał bez tego. “Zbyszko” wyrzucił Kaplana za ring, w tłum kibiców. Sędzia dwa razy go wyliczył, nawet namawiał, by wrócił do walki, ale Abe był już tak przestraszony, że się poddał. W wieku 30 lat Cyganiewicz miał na koncie 900 walk zapaśniczych i ani jednej porażki. Wtedy też postanowił poszukać nowych wyzwań. Wyjechał do Stanów Zjednoczonych i spotkał się z Frankiem Gotchem, który nie przegrał od trzech lat. Walka zakończyła się remisem, a w rewanżu Amerykanin wygrał tylko dzięki oszustwu, bo powalił Cyganiewicza na ziemię w momencie, gdy podawali sobie ręce na powitanie. Do kolejnej walki już nie doszło, bo Gotch unikał polskiego zapaśnika jak ognia Słynna była też walka z Wielkim Gammą, który pochodził z Indii. Skończyło się remisem, bo zapaśnicy walczyli przez trzy godziny, zrobiło się ciemno i sędzia musiał przerwać pojedynek. Te wszystkie starcia sprawiły, że Polak został gwiazdą największego formatu. Jego kariera, jak się okazało, dopiero miała nabrać tempa. W Stanach dorobił się fortuny W latach 20. dwa razy został mistrzem świata w zapasach. W 1924 roku, gdy miał 45 lat, postanowił na stałe wyemigrować do Stanów Zjednoczonych. Zrobił to dla kariery i pieniędzy, choć nigdy nie zapomniał, że jest Polakiem. Do ringu wychodził jako Stanislaus Zbyszko, a amerykańscy dziennikarze okrzyknęli go “The powerful son of Poland”. Na jego walki przychodziły tłumy rodaków, którzy tęsknili za ojczyzną. – Moje zwycięstwa imponowały Amerykanom. Wtedy Polakami nikt się nie zajmował. Wobec żywiołu niemieckiego grupa Polaków nie stanowiła żadnego czynnika – mówił po latach. Rok po przeprowadzce do USA zdobył mistrzostwo świata w “wolnej amerykance”. Choć nie był już młodzieniaszkiem, to nadal tylko nieliczni potrafili go pokonać. Dzięki temu świetnie zarabiał. Został okrzyknięty najbogatszym polskim sportowcem XX-lecia międzywojennego, bo na zapasach zarobił trzy miliony dolarów, co w tamtych czasach było fortuną. W wieku 54 lat zakończył karierę, ale nadal pozostał przy zapasach. Poświęcił się pracy promotora i trenera. Jego podopiecznym był brazylijski zawodnik Antonio Rocca, który dzięki Polakowi był największą gwiazdą zapasów w latach 50. Chciał walczyć nawet po 70 Sam Cyganiewicz od czasu do czasu wracał na moment do ringu. Tuż przed sześćdziesiątką walczył z Argentyńczykiem Renato Gardinim i wygrał z nim bez problemów. Potem gdy był już po 70. urodzinach, miał walczyć z włoskim bokserem Primo Carnerą, ale sprzeciwiła się nowojorska federacja zapasów, która uznała, że Polak już jest za stary. Po tym nasz zapaśnik już więcej nie wyszedł do ringu, ale i tak na stałe zapisał się w historii. Na koncie ma 1093 wygranych pojedynków. Do dzisiaj żaden zapaśnik nawet nie zbliżył się do tego wyczynu. Na emeryturze Stanisław Cyganiewicz nie narzekał na brak zajęć. Już wcześniej kupił farmę, która była jego oczkiem w głowie. Uwielbiał także naukę języków obcych. Jedne źródła podają, że płynnie porozumiewał się dziewięcioma językami, inne że jedenastoma. “Zbyszko” nawet zagrał w filmie. W 1950 wcielił się w postać Wielkiego Gregoriusa w filmie “Noc i miasto”. Ciekawostką jest także fakt, że do grona jego przyjaciół zaliczali się m.in. Ignacy Jan Paderewski i Bolesław Prus. 22 września 1967 roku Cyganiewicz zmarł w wieku 87 lat. Przyczyną był zawał serca. Dziś niewielu polskich kibiców o nim pamięta. Szkoda, bo to postać wybitna, która zasługuje na szczególne miejsce w historii naszego sportu. Jest uważany za najbogatszego sportowca II Rzeczypospolitej. Jest bratem innego polskiego zapaśnika i wrestlera, Władysława Cyganiewicza.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

zaprojektował godweb.pl

Share This