Mike Tyson słynie z zamiłowania do marihuany.

Zioło to już jednak za mało dla legendarnego boksera i żywej reklamy psychodelików. Zupełnie oszalał, bo świadomie spożywa… jad.

Marihuana, grzyby – to dla Mike’a Tysona codzienność. To już mu jednak nie wystarcza. Zakochał się w psychodelicznej substancji wydzielanej przez ropuchę. – Podczas pierwszego razu umarłem – mówi.
 
Nim o odlocie Tysona, pamiętajcie: psychodeliki są niebezpieczne. Specjaliści badający tę grupę substancji psychoaktywnych przestrzegają przed spożywaniem ich na własną rękę lub poza zaleconymi przez specjalistów dawkami. Mogą one wywołać halucynacje, niepokój i panikę.
– Podczas moich podróży widziałem, że śmierć jest piękna. Życie i śmierć są piękne, ale śmierć ma złą reputację. Ropucha nauczyła mnie, że nie będę na tym świecie zawsze. Mam swoją datę ważności – opisuje Mike Tyson.
Legendarny pięściarz zupełnie odleciał i zakochał się w jadzie wydzielanym przez ropuchę koloradzką, znaną także jako ropucha pustyni Sonora (Bufo alvarius). To rzadki gatunek płaza występującego w północnym Meksyku.
 
Ropucha koloradzka siedem miesięcy w roku żyje pod ziemią. Gdy wychodzi na ląd, wydziela jad. Ten jest psychodelicznym narkotykiem. Powoduje halucynacje utrzymujące się nawet do godziny. Z tego korzysta Mike Tyson.
 -Pierwszy raz? To było odważne wyzwanie. Zażywałem ciężkie narkotyki, takie jak kokainę, więc dlaczego miałem nie spróbować ropuchy? – pyta Tyson, wspominając swoje pierwsze podejście do psychodelicznego jadu.
 
– To inny wymiar. Nim tego spróbowałem, byłem wrakiem. Najtrudniejszym przeciwnikiem, z którym się mierzyłem, byłem ja sam. Miałem niską samoocenę. To się zmieniło – stwierdza.
 
Król psychodelików
 
Zdarzało się, że Tyson spożywał jad koloradzkiej ropuchy nawet trzy razy dziennie. Dzięki temu rytuałowi – jak opisuje sam zainteresowany – miał zrzucić ok 45 kg, wrócić do treningu bokserskiego i ponownie nawiązać kontakt z żoną i dziećmi.
 -Dzięki psychodelikom jestem bardziej kreatywny, pomagają mi się skoncentrować. Jestem lepszym biznesmenem, przedsiębiorcą – uważa Mike Tyson. Po raz kolejny przypomnijmy: psychodeliki spożywane na własną rękę są niebezpieczne. Absolutnie nie rekomendujemy wykorzystywania sposobów Tysona.
 
– Ludzie widzą we mnie różnicę. Jeśli ktoś znał mnie w 1989 roku, znał inną osobę. Moje życie znacznie się poprawiło. Głównym celem ropuchy jest wykrzesanie z ciebie maksymalnego potencjału. Teraz inaczej patrzę na świat – podkreśla legendarny pięściarz.
 
Niedawno podobnie mówił o działaniu grzybów. – Faktycznie, robiłem różne rzeczy, ale kiedy poznałem grzyby… całe moje życie się zmieniło – mówił. Zamiłowanie do psychodelików jest u niego tak duże, że Tyson nawiązał współpracę z jedną z firm zajmującą się dystrybucją tego typu substancji. Promuje je na całym świecie.
Mike Tyson lubuje się nie tylko w grzybach i jadzie ropuchy. Legendarny pięściarz żywi miłość do marihuany. Zresztą zbudował imperium zioła.
 
Na „zielarskim” biznesie Mike Tyson zarabia potężne pieniądze. Miesięcznie kasuje pół miliona funtów (ponad 2,5 mln zł). Jednocześnie sporą część miesięcznego zarobku – ok. 40 tys. funtów – były mistrz spala. W postaci jointów z własnych zasobów.
 
– Dzięki niej stałem się znacznie spokojniejszym człowiekiem. Po dwóch operacjach paliłem marihuanę. Dzięki niej ból zniknął – mówił Tyson.

Jak szkolono wojowników ninja?

Między XV a XVII wiekiem japońscy shinobi (w wolnym tłumaczeniu: „złodzieje”) zajmowali się sztuką kamuflażu, sabotażem oraz skrytobójstwem. Mieszkali w górskich osadach, gdzie mogli ćwiczyć potajemnie. Według Stephena

Czytaj więcej »