Doping genetyczny – czy nastała nowa era ?

[et_pb_section fb_built=”1″ _builder_version=”4.4.1″][et_pb_row _builder_version=”4.4.1″][et_pb_column _builder_version=”4.4.1″ type=”4_4″][et_pb_text _builder_version=”4.4.1″]Doping genetyczny- za pośrednictwem wirusów do organizmu dostają się geny lub modyfikacja genetyczna organizmu zachodzi już w fazie embrionalnej. Czy tak wygląda przyszłość sportu?
Doping genetyczny daje przynajmniej te same możliwości jak doping hormonalny, ale jest trudniej wykrywalny. Czy nadchodzą czasy produkowania super sportowców?
Istnieją generalnie trzy możliwe techniki dopingu genetycznego:

ingerencja w ekspresję genów zawodnika, prowadząca do wzrostu liczby komórek tkanek szczególnie potrzebnych do uprawiania sportu (głównie mięśni oraz szpiku kostnego)
dokonywanie wszczepu obcych tkanek, wcześniej zmodyfikowanych genetycznie, które namnażają się w organizmie
podawanie preparatów zawierających zmodyfikowane genetycznie mikroorganizmy, np. bakterie produkujące hormony.
To właśnie geny wpływają na naszą wydolność, wytrzymałość, odporność na ból – a więc mają związek z tym, czy możemy być dobrymi sportowcami. A co, jeśli udoskonalimy nasz materiał genetyczny i wprowadzimy do niektórych komórek nowe geny, które sprawią, że będziemy szybsi, silniejsi i bardziej wytrzymali? To nie jest już kompletną fikcją. Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) wprowadziła odpowiednie zakazy dotyczące stosowania dopingu genowego – i nie wyklucza, że nieuczciwi sportowcy już uciekają się do takiego oszustwa.

„Doping genowy w dużym stopniu naśladuje terapię genową” – powiedział ekspert Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) prof. Carl Johan Sundberg ze szwedzkiego Karolinska Institutet podczas konferencji Europejskiego Otwartego Forum Nauki (ESOF) w Manchesterze. Przypomniał, że terapia genowa wywodzi się z lat 70-tych XX w., i obecnie jest testowana w wielu miejscach świata. Jest ona np. nadzieją w leczeniu np. pewnych nowotworów czy schorzeń oczu.

Badacz wyjaśnił, że w terapii genowej naśladuje się to, co w naturze robią wirusy. „Wirusy są ekspertami od wchodzenia do komórek. (…) Wiedzą, jak przejść przez błonę komórkową i dostarczyć tam swój materiał genetyczny” – mówił naukowiec. Wykorzystując więc tzw. wektory wirusowe (odpowiednie cząsteczki DNA) można się dostać do jądra komórki, dołączyć do DNA odpowiednie geny i sprawić, że komórka zacznie produkować określone białka.

Sundberg sugerował, że w przypadku atletów pożądane byłyby np. geny, które zwiększają masę mięśniową, unaczynienie tkanek czy liczbę czerwonych krwinek, albo zmniejszają odczuwanie bólu.

Dzięki transferowi genów w ciele sportowca można np. zwiększyć produkcję EPO (erytropoetyny). Sundberg wyjaśnił, że EPO to hormon produkowany w organizmie – przede wszystkim w nerkach. Hormon ten zwiększa produkcję erytrocytów (np. w sytuacji niedoboru tlenu na dużych wysokościach). U sportowcow EPO może poprawiać wydolność. Od dawna hormon ten znany jest jako środek dopingujący i wykrywany w testach antydopingowych. Okazuje się jednak, że tradycyjne testy antydopingowe można przechytrzyć, zmuszając ciało do intensywniejszej produkcji EPO. Sposób ten testowany był już na osobach z niektórymi nowotworami. Geny zwiększające produkcję EPO dostarcza się do mięśni pacjentów (transfer genu do komórek w nerkach byłby zbyt ryzykowny). Dzięki temu organizm zaczyna produkować hormon samodzielnie.

Dlatego powstał pierwszy test antydopingowy, który takie genowe oszustwo pozwala wykryć. Sundberg nie wykluczył, że test będzie zastosowany już podczas najbliższej olimpiady. Działanie testu opiera się na fakcie, że EPO produkowane w mięśniach nieco inaczej oddziałuje ze związkami w organizmie, niż naturalne EPO produkowane w nerkach. To sprawia, że ów rodzaj dopingu genowego będzie można zdemaskować.

Zwiększenie produkcji EPO w organizmie to tylko jedna z możliwości dopingu genowego. Nie do końca wiadomo, czego się spodziewać w przyszłości. Sundberg zgadywał, że różnorakie geny można byłoby np. dostarczać do komórek serca (aby usprawnić jego pracę), do wątroby (aby poprawić metabolizm i wytrzymałość) albo do mózgu (by zwiększać tolerancję na ból).

Szwedzki badacz zwrócił też uwagę na zagrożenia związane z dopingiem genowym. Przyznał, że nie można wykluczyć zniszczenia komórek – np. mięśni – podczas wprowadzania genów do tkanek. Poza tym taka metoda związana jest ze zwiększonym ryzykiem nowotworu. Mogą pojawiać się także reakcje autoimmunologiczne – organizm walczyć będzie z komórkami zawierającymi nowe geny, uznając je za obce. A w dodatku, jeśli doping genowy prowadzi do zwiększonej produkcji czerwonych krwinek, rośnie ryzyko udaru czy zawału serca.

Ekspert zwrócił też uwagę, że genów dostarczonych do własnych komórek nie można się później pozbyć. „To coś innego niż lek, który z czasem usuwany jest z organizmu. Pozostaje w komórkach” – przyznał.

[/et_pb_text][/et_pb_column][/et_pb_row][/et_pb_section]

Dawna odsiadka Pudziana

Wyrok dotyczył bójki, w jaką Pudzianowski wdał się z ochroniarzem jednej z dyskotek. Przeciwnik Pudziana oskarżył go wtedy również o kradzież. Pudzian wspomina! -„W mojej

Czytaj więcej »

Uniki rotacyjne w boksie

Najlepszym porównaniem wykonania rotacji będzie przyrównanie jej do litery „U” Polega ona na ugięciu kolan i pochyleniu się podczas przejścia pod ciosem przeciwnika, w trakcie

Czytaj więcej »