Czy wrestlerzy rzeczywiście robią sobie krzywdę?

Zapytajmy może najpierw, czy skoczenie z 10 metrów na goły beton, ewidentnie bez żadnych zabezpieczeń, może nie boleć? Czy zostanie rzuconym, nieważne z jaką siłą, z kilku metrów na twardą matę może być przyjemne? Dobry wrestler to także dobry aktor, który potrafi przekazać swoim zachowaniem i mimiką odczucia odpowiednie dla danej sytuacji.
 
Wrestlerzy są zazwyczaj profesjonalistami, a ich celem nie jest sprawienie drugiej osobie bólu. Nie da się jednak tego uniknąć, ponieważ wrestling to nie fotomontaż ani serial kręcony na green screenie – pewne rzeczy można pozorować, ale wszystko musi wyglądać naturalnie. Nie mówiąc już o tym, że jest to zajęcie bardzo niebezpieczne. W jednej walce można często zliczyć co najmniej kilkanaście upadków na szyję czy kręgosłup.
 
Niejeden wrestler, czy to z powodu pecha czy źle wykonanego ruchu, skończył w pełni lub częściowo unieruchomiony. Inni zmarli przedwcześnie w wieku 40, 50 lat z powodu licznych wstrząśnień mózgu, które doznali w trakcie swojej kariery. Nie mówiąc już o złamanych kościach, zerwanych mięśniach i innych kontuzjach.