Bardzo głośno zrobiło się o śmierci Mateusza Murańskiego. Jego zgon to szok dla wielu osób. 29-latek miał wiele planów, których nigdy już nie zrealizuje. Tymczasem głos na jego temat zabrała nauczycielka. Pokusiła się o poruszające słowa.

Mateusz Murański był jednym z najpopularniejszych polskich freak fighterów. Występował na Fame MMA czy też High League. Warto również wspomnieć, że skończył szkołę aktorską i występował w serialu „Lombard. Życie pod zastaw”. Zagrał też w filmie „IO” Jerzego Skolimowskiego. Jest on nominowany do Oscara.

„Fakt” skontaktował się z nauczycielką, a zarazem wychowawczynią Mateusza Murańskiego w szkole podstawowej nr 4 w Wałczu. Jak kobieta go wspomina?

Naprawdę był sympatycznym, pogodnym chłopcem. Dał się lubić, uśmiechnięty, wesoły. Mam z nim bardzo pozytywne skojarzenia – podkreśliła Elżbieta Rokita.

Jaki był w dziecięcych latach? – Szczególnie nie wyróżniał się w swoich zainteresowaniach, ale to tak jak wszyscy chłopcy w tym wieku ciągnęli w kierunku sportu. Żadnej konkretnej dyscypliny w szkole podstawowej nie uprawiał – ujawniła wychowawczyni.

Została zapytana również o problemy wychowawcze. – Problemy? Nie większe niż inni – normalne dziecko. Jak trzeba było, to było grzeczne, jak trzeba było to łobuzowało – spostrzegła.

Po dorośnięciu Mateusz Murański opuścił rodzinny Wałcz. Przeprowadził się do Wrocławia, gdzie skończył szkołę aktorską i zajął się freak fightem. – Z zainteresowaniem patrzyłam na to, co robił w dorosłym życiu. Wyjść z małego środowiska, takiego Wałcza, dostać się do serialu i osiągnąć rozgłos medialny, to jest sukces. Nie jest łatwo wydostać się z takiego małego miasta – mówiła wychowawczyni „Murana”.

Tak młody wiek to nie czas na umieranie. Jest to niewyobrażalna tragedia dla rodziców – podsumowała Rokita.