Fury, Whyte, Chisora… Teraz Deontay Wilder (43-2-1, 42 KO). Szykujący się do bokserskiego debiutu Francis Ngannou nie może narzekać na brak ofert.Co prawda Francuz z kameruńskimi korzeniami oficjalnie nie ogłosił jeszcze, że zawalczy w boksie, ale rezygnując z organizacji UFC, odchodząc w glorii mistrza, jest chyba skazany na boks i duże pieniądze.Wilder po utracie pasa WBC wagi ciężkiej na rzecz Tysona Fury’ego powrócił efektownym i ciężkim nokautem, jaki zafundował Robertowi Heleniusowi. Został wyznaczony przez WBC do końcowego eliminatora z Andym Ruizem Jr (35-2, 22 KO), ale łatwiej, i być może lepiej finansowo, byłoby mu chyba z Ngannou. Stąd też oferta ze strony „Brązowego Bombardiera”.- Z przyjemnością stoczyłbym z nim taką walkę w Afryce. Możemy podpisać umowę na dwie walki. Najpierw on przyjdzie do mojego domu i wyjdziemy do ringu, a potem ja pójdę do jego domu do oktagonu. Nie mam doświadczenia w MMA, lecz jeśli Ngannou się zgodzi, możemy stoczyć takie dwie walki. Niech więc on przyjdzie najpierw do mnie, a potem ja pójdę do niego – stwierdził Wilder.