Damian Knyba (11-0, 7 KO) efektownie rozpoczął współpracę z grupą Top Rank. Polski olbrzym pokonał przed czasem cenionego pomimo średniego rekordu Curtisa Harpera (14-9, 9 KO).Od początku dużo się działo. Amerykanin ostro wszedł w walkę, ale po pół minuty Damian ostudził jego zapały prawym krzyżowym. Harper robił co mógł, by skrócić dystans, a gdy zapędził Polaka do lin, uderzył go po komendzie stop, a sędzia od razu ukarał amerykańskiego osiłka ostrzeżeniem.Zaraz po przerwie Harper zaskoczył podopiecznego Piotra Wilczewskiego obszernym prawym sierpem, na szczęście Damian dobrze zniósł ten cios, sklinczował i szybko poukładał swój boks, punktując niższego przeciwnika długim lewym prostym. W trzeciej odsłonie jasne stało się, że Harper będzie już polował na pojedyncze uderzenia i krótkie zrywy. Knyba kontrolował potyczkę ciosami z dystansu, lecz rywal pozostawał wciąż groźny.Początek czwartek rundy bardzo udany. Damian trafił mocno prawą ręką i przeciwnik „zatańczył”. Niestety kiedy Polak chciał poprawić, zderzył się z rywalem głowami i pękła mu lewa powieka. Przez moment wypadł z rytmu, ale w końcówce, tym razem prawym sierpem a nie prostym, znów podłączył Harpera do prądu. Kolejne trzy minuty w nieco słabszym tempie, wciąż jednak pod dyktando Knyby. – On jest zmęczony i przestraszony – motywował Harpera trener w narożniku. Ale jego ciosy pruły powietrze. Knyba boksował na tym odcinku przede wszystkim bezpiecznie dla siebie, ale długi lewy prosty dał mu kolejną rundę.W siódmym starciu Harper zadał najlepszy cios w tej walce. W akcji prawy na prawy wyprzedził Polaka, na szczęście Knyba przyjął to uderzenie bez zmrużenia oka i natychmiast starał się oddać. Zmazał gorsze wrażenie, a na początku ósmej rundy trafił prawym podbródkiem i Harper przyklęknął. Sędzia jednak nie liczył, uznając, że Damian ściągnął go w dół. A chyba powinien liczyć…Damian wyczuł kryzys przeciwnika, podkręcił tempo, zaczął trafiać przy linach i na 21 sekund przed końcem pojedynku arbiter wkroczył do akcji, ratując Harpera przed możliwym nokautem.