Arman Tsarukyan zaprosił w oktagonowe tany Bobby?ego Greena, który w minioną sobotę zmierzył się z Jaredem Gordonem.

Niczym Sean Strickland, także i Arman Tsarukyan jest gotowy na walkę z dowolnym przeciwnikiem, także spoza rankingu. Na walkę, która pod kątem rankingowym nie da mu absolutnie nic ? a może okrutnie zaszkodzić, gdyby przegrał ? ale pozwoli utrzymać mu sportową aktywność.Kilka dni temu Amerykanin przystał na pojedynek Abusem Magomedovem, a tymczasem Ormianin zaprosił właśnie w oktagonowe tany Bobby?ego Greena, którego ze świecą szukać w czołowej piętnastce kategorii lekkiej UFC.

-Nadal nie mam rywala ? napisał Arman na Twitterze. ? Jeśli tylko potrzebujesz pieniędzy.

King był ostatnio widziany w akcji w sobotę podczas gali UFC Fight Night w Las Vegas. Jego starcie z Jaredem Gordonem zostało jednak uznane za nieodbyte ? a to z uwagi na przypadkowe, jak ocenił sędzia, zderzenie głowami. Bobby jest jest jednak przekonany, że zwycięstwo winno było paść jego łupem, co do czego nie pozostawił żadnych wątpliwości podczas konferencji prasowej po gali. Za no-contest otrzymał natomiast tylko podstawę swojej gaży.

Arman Tsarukayn ostatni pojedynek stoczył w grudniu zeszłego roku, dominując na pełnym dystansie Damira Ismagulova. Do akcji miał powrócić w najbliższą sobotę, stając w szranki z Renato Moicano, ale Brazylijczyk wycofał się z zawodów z powodu kontuzji. Organizatorzy nie zdołali znaleźć zastępstwa dla 26-latka.King nie odniósł się póki co w żaden sposób do zaproszenia do walki wystosowanego pod jego adresem przez Ormianina.